Być zdrowym. Bitter of better

Uważam, że wszyscy złapiemy koronawirusa.

I nie, nie jest to negatywny przekaz, czarnowidztwo, pesymizm, ani tym bardziej panika.

Tempo, stopień transmisji oraz problematyczność objawów (np. tego, że możesz zarażać, nie mając przez kilkanaście dni jakichkolwiek objawów), sprawiają, że założenie, że “mnie to nie dotknie” jest po prostu naiwne. Wszyscy złapiemy koronawirusa to nie przepowiednia z kryształowej kuli, tylko komunikat: weźmy się natychmiast za siebie.

Według aktualnych prognoz, notabene uważam, że słusznych – prędzej czy później, (tego) koronawirusa złapiemy praktycznie wszyscy. Koronawirus zostanie z nami już na dobre. Dlatego uspokój się i czytaj dalej, bo w panice nie ma ani godności, ani sensu, ani rozwiązania. Z punktu widzenia epidemiologicznego i gospodarczego, im później go złapiemy, tym lepiej, bo tym stabilniej dla szeroko rozumianego systemu i gospodarki. Ale dziś nie o gospodarce.  Ponieważ na podstawie analizy rozmaitych parametrów (od tempa transmisji, po objawowość <lub jej brak>), wirus ten najprawdopodobniej wpisze się już na stałe w naszą ludzką rzeczywistość, problem powinniśmy definiować nie pytaniem “czy zachoruję na koronawirusa”. Zatem nie, nie na tym polega perspektywa.

Zadajmy sobie inne, bardziej realne i dojrzałe pytanie:

czy przebieg mojej niechybnie nadchodzącej infekcji będzie dla mnie, mojego zdrowia i życia oraz mojego otoczenia – problemem. 

Dzisiaj możemy obserwować jakie są konsekwencje znacznego “tak” na wyżej postawione pytanie, gdy pomnożymy je przez odpowiednio dużą skalę. Mamy pandemię, a pandemia uderza w każdą sferę, gdzie oprócz zdrowia, zachwianiu ulega cała wyobrażalna gospodarka, wprowadzając ryzyko daleko idących zagrożeń, łącznie z paniką i zamieszkami. To my, każdy z nas, tworzy ten system i to my mamy potężny wpływ na to, co wydarzy się w najbliższych dniach i tygodniach. To ode mnie i od Ciebie, od tego co zrobimy i czego nie zrobimy, zależy to jak bardzo źle będzie. Chcesz pomóc lekarzom? Chcesz pomóc ludziom uratować ich firmy i życiowy dobytek? Chcesz zmniejszyć tragedię? TO ZACZNIJ DBAĆ O SIEBIE.

Zacznij dbać o siebie, bo w przeciwieństwie do dziwnych “metod na koronawirusa”, kombinowania i wchodzenia przez różnych “znawców” w kompetencje, które należą do profesjonalnie przeszkolonego personelu medycznego, my też mamy cholernie ważną robotę do wykonania. Mamy im (personelowi) nie przeszkadzać oraz mamy zadbać o swoje zdrowie i odporność. I tutaj nie musimy kombinować i szukać szamanizmów. Mamy jasne, proste i fundamentalne wskazówki. Chcesz pomóc? Myśl i skup się na swojej robocie.


To samo pytanie zadane inaczej

Ponieważ:

___a) prawdopodobnie mam jeszcze trochę czasu zanim zachoruję (szczególnie jeśli słucham się zaleceń i nie przeszkadzam służbom opanowywać sytuacji, zamiast chodzić po sklepach, po mieście, czy do kościoła)

___b) i na pewno mogę zrobić coś więcej

___c) oraz żyję w globalnej wiosce informacyjnej, więc mam dostęp do informacji

___d) a informacji o przeżywalności napływa z godziny na godzinę coraz więcej…

– to jaką pracę zamierzam wykonać, by przebieg mojej nadchodzącej infekcji był dla mnie i dla świata minimalnym problemem? Jak zamierzam wziąć się w końcu do roboty i bez kompromisów, ponieważ to nie pierwsza i nie ostatnia pandemia.


Co możemy zrobić, jeśli wiemy już, że na ciężkość infekcji wpływa diametralnie nie sam wirus, a towarzyszące nam choroby? Piję tu szczególnie do tych chorób, na które sami mieliśmy i dalej mamy wpływ. Do chorób, które jeśli nie w całkowitym, to z pewnością W JAKIMŚ stopniu, rozwinęliśmy sami na własne życzenie, a wymówka “nie wiedziałem, nie wiedziałam” w dobie informacji, jest po prostu żałosna.

To być może mało profesjonalne zobrazowanie, ale wyobraźmy sobie na chwilę, że faktycznie raz na jakiś czas przyjdzie taki wirus (lub cokolwiek innego) i powie:

No dobrze, ludzie. To teraz zobaczymy, kto w waszym świecie dobrobytu dbał o siebie, a kto się osłabił i spatologizował. Sprawdzę co robiliście i co zrobicie – i przypomnę wam, że zdrowie to bardzo, bardzo szeroka definicja. Zarażę wszystkich. I przekonamy się. Nadszedł czas próby.


Gdy zachorujesz – nie chcesz mieć tego:

– choroby naczyniowo-sercowe

– schorzenia układu oddechowego

– obniżona odporność

– cukrzyca

– choroby metaboliczne

– nowotwory

– nadciśnienie

Dlaczego nie chcesz? Dlatego, że kiedy już złapiesz (tego) koronawirusa, ostrość zachorowania i ryzyko śmierci wzrasta wtedy u Ciebie o jakieś 500 – 1000%.

Dobra wiadomość?

Możesz przyjąć na siebie fakt, że pewne rzeczy możesz robić lepiej. Że pewne bio-negatywne czynniki możesz wyeliminować/zmniejszyć natychmiast, bo powody, jakie obecnie daje Tobie świat są wystarczająco przekonujące. Że to Twoją odpowiedzialnością było się tego dowiedzieć i tego przestrzegać.

Bo moja odporność to Twój cholerny problem i vice versa

Bierzmy się więc do roboty.

Bo oprócz dbania o higienę, unikania skupisk ludzkich i posiadania chociaż odrobiny dojrzałości i dyscypliny społecznej, dla wielu jest ostatni moment na to, by zabrać się w końcu za siebie, wzmocnić odporność i ogarnąć swój metabolizm. Zmieniły się zasady gry i trzeba się dostosować. A może zasady te stały się dużo prostsze i bliższe tym pierwotnym? O filozofii kiedy indziej. Teraz czas na porządki. Czas się ogarnąć. Zaczynamy od teraz.


Od teraz uporządkuj czas

Metabolizm (w domyśle zdrowie metaboliczne) jest sam w sobie złożonym zagadnieniem i na razie celowo zostawimy w spokoju metabolizm per se. To co jest teraz ważniejsze, to zrozumienie pewnych cech metabolizmu, pewnych aspektów natury tego zagadnienia. Jednym z najważniejszych aspektów jest to, że metabolizm wykazuje pewne zmienne aktywności w ciągu doby i zaburzenie tych zmian – będzie zaburzać metabolizm, prowadząc w efekcie do m.in. pogorszenia odporności, zdrowia metabolicznego i tego, czego mieć nie chcesz, gdy przyjdzie ci złapać najnowszego koronawirusa, szczególnie w trakcie pandemii.

Chcesz problemów ze stanami zapalnymi, z gospodarką cukrową, z odpornością? Chcesz zwiększyć ryzyko podejmowania impulsywnych decyzji i ulegania zachciankom? Zaburzenie chronobiologii, czyli tej dobowej natury metabolizmu – jest doskonałym krokiem do zapoczątkowania całego tego domina.

Tak jak istnieje czas by być aktywnym – istnieje też czas na (prawdziwą) regenerację.

Tak jak istnieje czas by jeść – istnieje też czas aby pościć.

Skomplikowana machina biochemiczna, która jest w nas – wpływa na nasze zachowania. Ale nasze zachowania również wpływają na naszą biochemię. Możemy wpływać na siebie tak, by wzmacniać prawidłową synchronizację. Lub tak, by ją coraz bardziej rozpieprzać. A ponieważ wiemy już naprawdę sporo o tym jak (nie)prawidłowo się synchronizować, tym wpisem zamierzam zabrać nam kolejną wymówkę. Istnieje kilka głównych czynników, które wpływają na nasz rytm okołodobowy. Obecnie chcę położyć nacisk na dwa z nich:

(1) światło-ciemność

(2) jedzenie-post

Na czym polega wyzwanie?

Na tym, by traktować nasze ciała tymi czynnikami w odpowiednim czasie i na tym, by blokować te czynniki w czasie dla nich nieodpowiednim.

I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że od wielu dekad dobrobytu, mamy możliwość dowolnego traktowania się światłem i jedzeniem niezależnie od czasu i kontekstu. Kiedy jemy i/lub zwiększamy swoją aktywność po zmroku (lub sygnalizujemy to za  pomocą światła) – wtedy równie dowolnie i bezwiednie może zachowywać się nasz układ odpornościowy, gdy przyjdzie czas próby.

Jedząc po zmroku, uczymy naszą biochemię tego, że jedzenie po zmroku jest normalne. Przez co później jedzenie po zmroku staje się dla nas miłą rutyną, zaś myśl o jedzeniu z rana – powoduje mdłości. Tutaj nie ma się nad czym rozwodzić. Chcę, byśmy spojrzeli na świat bez paniki, ale z otwartymi oczami. Wzięli odpowiedzialność. I wzięli się do roboty. A pomysł, by zacząć od dalszego nie-rozpieprzania swojej chronobiologii – to moja propozycja.

W skrócie: wstajesz wcześnie rano i w pierwszej połowie dnia wykonujesz jak najwięcej pracy, w pierwszej połowie dnia spożywasz również swoje posiłki. Masz tak poustawiać i załatwiać swoje sprawy, by od drugiej połowy dnia zacząć się wyciszać, nie jeść i nie smażyć sztucznym światłem i iść wcześniej spać. I spać w absolutnej ciemności. A tym, którzy tego nie uszanują lub będą próbować Ci w tym przeszkadzać – podziękuj, bo ich obecność w Twoim życiu właśnie dobiegła końca. To przez chore kompromisy mamy chore społeczeństwo. Dosyć tego. 

Naucz się wstawać wcześniej (poprzez jedzenie po przebudzeniu, nie-jedzenie po zmroku i wyciszanie w drugiej połowie dnia). Zyskasz porządek w swojej biochemii oraz CZAS.

A czas i dyscyplina to dwa zasoby, jakich dzisiaj potrzebujemy, by się dostosować.

W pewnym momencie, przez obecny stres, przez tragedie, przez upadające dobytki, długi, kryzysy, możesz czuć frustrację, chęć znalezienia winnego, chęć ukarania kogoś. Znajdź winnego w sobie. Wtedy, gdy wiedziałeś i wiedziałaś, że robisz coś, co Cię osłabia i co mogło osłabić ludzi wokół Ciebie. Nigdy więcej. Do roboty.

Don’t be sorry. Be better.

How?

You know better – you do better.


Dla zainteresowanych do poczytania: