Gdy znów zapłonę

Gdy znów zapłonę

Dzień dobry, dobry wieczór.

Zamiast opowiedzieć o PHS, założyłem nowego bloga.

Trzy miesiące pracy nad blogiem przeplatane innymi doświadczeniami sprawiły, że nie wrzuciłem fotki z napisem: było świetnie, dzięki, do zobaczenia za rok – choć jest to zgodne z prawdą.

To opowieść o tym, jak emocjonalne uniesienie przeradza się w trwałe zmiany, ponieważ o czymś mi przypomniało. I oto jesteśmy.

Przez pierwszy miesiąc po wydarzeniu myślałem o samym wydarzeniu. Chciałem, by czas pozwolił uspokoić emocje i upewnić się, że to, czym się z Wami podzielę, nie będzie impulsem, a uchwyceniem tego, co naprawdę istotne.

Przez drugi miesiąc po PHS-ie, zastanawiałem się jak wam o tym opowiedzieć – nie chcę, by było to kolejnym newsfeed’em na osi czasu, niczym jogurt na półce z terminem ważności. Tak się po prostu nie godzi. 

I wszystko ułożyło się w spójny obraz: założę bloga i na blogu opowiem. Dzisiaj mam wrażenie, że tamte dni dopełniły pewien cykl – zupełnie inny, a może najbardziej pierwotny. Ten, do którego powracam, myśląc o odległej przeszłości z 2009 roku. Trzy miesiące to dobry czas. Impet na lajki z eventu już minął. Dopaminowe żarówki w naszych głowach zasilają już inne rzeczy.

Chcę zacząć podróż od tej opowieści. Napisałem dla Was coś ważnego, osobistego. Ten wpis będzie inny – nie będzie tutaj zbyt wiele o nauce i odnośnikach do badań. To po prostu odpowiedź na pytania, które brzmiały tak:

Opowiedz jak było

Będę mówił za siebie, ponieważ jest to moje prywatne doświadczenie. Opowiem wam o tym jak było na PHS w moim wewnętrznym świecie.

Istniała – z powodów, w które nie ma potrzeby się zagłębiać – spora szansa, że nie wystąpię jako prelegent. Uznajmy, że miałem wątpliwości, czy to, co zamierzałem opowiedzieć, przyniesie cokolwiek dobrego, ponieważ nie było to, cóż, typową treścią na konferencję. Nie było nawet prezentacją. Po prostu chciałem się czymś podzielić.

Koniec końców wyszedłem i coś (o)powiedziałem. Coś, co również nie było naukowe.

Photo by: David Burke

Uciąłem pewne fragmenty swojej wypowiedzi. Zrobiłem to naprawdę subtelnie. Ale ktoś to zauważył. Zauważył to Jack Kruse. Po mnie przyszła jego kolej. Nie będę opowiadał o czym mówił. Opowiem wam o tym, co mi przypomniał. Albo lepiej. Powiem Wam co czułem:

Zobaczyć ledwie tlącą iskrę w drugim człowieku.

Rozpoznać ją.

Uznać ją za wartościową na tyle, by zaczęła płonąć.

Uznać, że ten ogień jest potrzebny, ważny, że musi płonąć. Że nie jest złym ogniem.

Tchnąć w tą iskrę trochę tlenu.

Jak rozpala się taki ogień? 

Daje się sobą przykład. Mówi się rzeczy dla siebie niewygodne, ale właściwe do powiedzenia. Mówi się o swoich błędach i swojej podróży, płonąc. Mówi się to do innych, ponieważ nigdy nie wiadomo, czy wśród nich są iskry. Jedna z takich iskier, która była kiedyś płomieniem, a później z różnych powodów postanowiła przygasnąć na dłużej – zarezonowała z tym. I zapłonęła.

Co dasz komuś, kto jest dla Ciebie ważny?

Czas. Najcenniejsza waluta.

Gdy dzielisz się z kimś swoim życiem, tworzysz możliwość  zaoszczędzenia czasu, jaki byłby potrzebny do dojścia do pewnych decyzji. Lata, możliwe, że dekady – możesz komuś podarować w jeden dzień.

Do dzisiaj zastanawia mnie jak właściwie podziękować komuś, kto daje tobie czas, bo to tak, jakbyś otrzymał dodatkowe lata życia. Waga tego daru jest tym większa, gdy słyszysz to od kogoś, do kogo w pierwszej kolejności podchodziłeś jak pies do jeża ze swoją prelekcją i postawą, spodziewając się ataku. Zamiast ataku słyszysz, że powinieneś był docisnąć gazu do dechy. I że jeśli się czegoś boisz – to znaczy, że jest w tym coś, na co musisz zwrócić uwagę; nie odchodzić i nie pomniejszać tego. Strach to wskaźnik uwagi.

Wcześniej w tym wpisie użyłem słowa “przypomnieć”, ponieważ taki właśnie typ przeżycia kojarzę nie tylko z nowym blogiem, ale z całym 2019. Przypomnieć nie tylko wiedzę, ale wizję. Tak, jakbyś przetarł kurz ze zdjęcia. Gdybyś porzucił daną domenę, po to, by upewnić się, że jest w niej wartość, i że to co robisz jest wartościowe – a następnie usłyszał siebie z wnętrza tej domeny… Jest, płoń.

Wróciłem z Podróży i mam dla was prezenty

Całe poprzednie 3.5 roku w tej branży i znacznie więcej lat prywatnego życia, próbowały przekazać mi jedną wiadomość, którą dziś potrafię wyartykułować:

Możesz wybrać ludzi wokół siebie, ale nie możesz wybrać jak będą na ciebie wpływać.

Ludzie w twoim najbliższym otoczeniu – jesteś na nich najbardziej podatny. Tak, podatny. Po prostu. Na nich, ich życie, ich decyzje, ich mądrość. I ich głupotę. A jeśli myślisz, że ich głupota to nie twój problem, pozwól, że teraz ja podaruję ci trochę czasu: ich głupota to twój cholerny problem. I musisz podjąć decyzję, bo nawet jeśli oznacza to samotność – to jest to o wiele lepsze wyjście, niż płacenie ceny za czyjąś ignorancję.

Relation Oxygen Species – jak wykryć?

Podzielę się z Tobą prostym narzędziem o 100% wykrywalności, które jeszcze nigdy mnie nie zawiodło:

Jeśli druga osoba w jakiś magiczny sposób sprawia, że czujesz się słaby, połamany, wymagający naprawienia i potrzebujący wsparcia i przewodnictwa tej osoby – czas odciąć relację. Natychmiast.

Znalazłem się w dość paskudnym miejscu ze swoją dopaminą przez tego typu relacje. Trwałem w tym naprawdę długo i z obecnej perspektywy widzę, jak doskonałym kontrastem, a zarazem gruntem, było to dla docenienia tego, co wydarzyło się na PHS. Mogłem zobaczyć kogoś, kto naprawdę chce byś był silny i zgodny ze swoją naturą, bez ukrytych intencji, bez prób podprogowej dekonstrukcji, bez manipulacji, bez żerowania. Tak po prostu. I to właśnie TO, taka postawa, jest moim drugim narzędziem diagnostycznym, które przywiozłem dla ciebie z podróży. TO jest ktoś, kogo chcesz mieć w swoim kręgu. To jest wpływ z otoczenia, na jakim powinno ci zależeć. Jestem tego pewien tylko dlatego, że sprawdziłem inne opcje.

Mam więcej prezentów.

Twoja unikalna natura jest twoją wartością, ale nigdy nie waż się używać tego jako wymówki.

To doświadczenie przerzuciło kartkę w książce.

W historii, która miała rozstrzygnąć wątpliwości, ponieważ nawet jeśli kroczysz swoją drogą, możesz mieć wątpliwości, czy postępujesz właściwie. I jeśli postanawiasz się z tym zmierzyć, może to oznaczać cholernie długą i trudną przeprawę. Stamtąd właśnie wracam. Tamtejszy chłód i mrok nie jest tym samym, którego doświadczasz morsując w nocy z ogniskiem nad brzegiem. Nie. To było coś innego.

Zweryfikowałem też jeszcze jedno przypuszczenie:

Bycie szczerym o sobie ze sobą i o ludziach wokół mnie – bez tego, wszystkie znane mi naukowe treści, książki, wpisy, badania, suplementy, protokoły i cały ten biohackingowy ą-ę świat – bez tego, we wszystkich tych rzeczach będzie pewna ciemność i słabość, jak znamię, które z czasem może stać się złośliwe.

To jest pierwszy wpis, który otwiera trzeciego bloga. Po trzecim powrocie i przed wydaniem trzeciej książki. Dlatego pozostawię trzy myśli.

Pierwsza – eskapizm

Jeśli masz gówniane relacje, wtedy bycie takim wyedukowanym i wyrafinowanym EBM-emem jest drogą ucieczki od rzeczywistości. Nauka jest wtedy po prostu eskapizmem. Możesz uciekać przez dekady, pewnie – Natura ma czas. Chodzi o to, że ty go nie masz. 

Druga – priorytety

Świat się zmienia. Wraz ze zmianami, wyłaniają się nowe stresory. Czy je dostrzeżesz? Jak zamierzasz organizować swoje życie wraz z tymi zmianami? Co cenisz najbardziej? A co ważniejsze – czy dostrzegą je ludzie wokół ciebie. Jakie są ich priorytety? Jak ludzie wokół ciebie wpływają na to jak myślisz, mówisz, jak się zachowujesz i co czujesz? Koniec końców, cierpisz ty, nie relacja i nie grupa. Cierpią jednostki. Ty. A cierpisz wtedy, gdy ludzie wokół dają ci dzień po dniu dowody tego, że to co mówisz i robisz – jest dla nich gówno warte.

Trzecia – myśl i mów

Po prostu. Ponieważ nigdy nie wiesz co się stanie. Nie wiesz czyje życie możesz zmienić, a czasami uratować. A jeśli wkurzysz tym kogoś – no to wkurzysz tym kogoś. Ale powiesz swoją prawdę. I być może kogoś uratujesz.  Nie mówiąc, nie odkrywając swojej prawdy, po prostu dobrowolnie się dusisz. Dopamina, right?

Ok. Może równie dobrze komuś tym zaszkodzisz. W tym nieskończenie skomplikowanym świecie, nie możemy tego wykluczyć. Ale myślę, że możemy coś zrobić. Możemy indywidualnie zdefiniować najwyższe możliwe dobro i starać się je realizować. Obalanie szczepionek nie mając lepszego rozwiązania to nie najwyższe możliwe dobro. Dekonstrukcja jest łatwa, pewnie. Tylko co dalej?

To co piszesz i mówisz ma ogromny wpływ. To kształtuje ciebie. Nigdy nie wiesz co się stanie. Ale jeśli nie zrobisz nic, nie powiesz nic i nie odważysz się na nic – zgadnij co takiego robisz swojej dopaminie. Efekt nielinearny. Przeważnie wiemy, a nawet czujemy swoją prawdę. Przeważnie też wielu ludzi potrafi przeżyć kilka dekad we własnym kłamstwie. W trakcie podróży poznałem wielu, którzy nie spędzili choćby chwili na tym, by ustalić swoje własne zdanie i zasady.

Nie bądź tym człowiekiem, który dopiero u schyłku swoich sił przekaże młodym, że jak ciężka by nie była prawda – nie warto. Przecież już teraz to wiesz.

Blog ruszył, a ja witam cię w miejscu, gdzie to co robisz, myślisz i mówisz – ma znaczenie.

D.


Filmik:

PHS 2019

Wspominałem, że musiałem zrobić sobie przerwę od tego wszystkiego.Wspominałem też, że wrócę.Wróciłem.—————-PHS 2019 TrailerI'm not going to teach anybody about anything. I just want to talk. To think. To provoke progress of any individual thought. There are really serious things to consider. But there are also motives to avoid. That's why you won't see me anywhere near secondary, well-known paths. Everything has the meaning within, whether you want it or not. So pay attention to what (and what not) you're doing / thinking / saying / selling. My role (not only on PHS) is exactly that: going deeper into the meanings.If you want to join to this journey: https://www.facebook.com/events/307322133317168/

Opublikowany przez Dawid Dobropolski Sobota, 4 maja 2019