Dawid, jem tłusto, wywaliłem gluten, nabiał, strączki, nasiona, jem jajka, wieprzowinę, wołowinę, trenuję na siłowni… teoretycznie skóra mi się poprawiła, ale ja czuję się strasznie zmęczony i smutny. Z zewnątrz wyglądam dobrze, ale czuję się jak zombie. Z początku nawet fajnie waga schodziła, ale od paru tygodni jest zastój, a nawet zaczynam zbierać wodę. O co chodzi?
Widzisz, to brzmi jak przykład osoby, która „chce być paleo”, ale pozostaje w świecie neo i nie jest do końca tego świadoma. Takie NeoPaleo – sytuacja, w której jedząc zdrowo i trenując, powinieneś skakać z radości i tryskać energią, a jednak jest dokładnie odwrotnie.
Powiem Ci dlaczego tak może być: ponieważ trenować i jeść zdrowo to za mało.
Jeżeli trenujesz codziennie crossfit, robisz cardio, z pieczołowitością wchodzisz na wagę, a w nocy zamiast spać w odpowiednich warunkach, grasz na komputerze do 3-ciej, a później jeszcze przeglądasz social media w łóżku, a kiedy spada temperatura o parę stopni, w pierwszej kolejności podkręcasz ogrzewanie i myślisz, że to jest okej – życie bardzo szybko wystawi Ci biologiczny rachunek.
To przykład dość skrajny, ale dzięki swej skrajności pozwala podkreślić clue.
Wielu ludzi zainteresowało się ketozą, ponieważ a) chcą spalić tłuszcz, b) żyć zdrowo, c) jedno i drugie.
Uważam, że to szczytne, ale moją rolą jest wymagać więcej.
Bo widzisz, ketoza to nie wszystko. I tak samo jest z paleo (poza tym, że paleo NIE jest o jedzeniu, tylko o środowisku, a jedzenie jest częścią tego środowiska).
Zatem błędem jest twierdzenie, że jeśli wyjdę z nieświadomego, impulsywnego jedzenia w świadome żywienie, np. z gatunku LCHF, to dalej będę mógł bezkarnie pozostawać w patologicznym środowisku.
Telefon, który trzymasz przy głowie kiedy śpisz, komputer, przy którym siedzisz po 22, telewizor i inne źródła sztucznego światła niebieskiego – to wszystko ma ogromny wpływ na Ciebie.
Kierowanie organizmu w stronę ketozy, czy paleo generalnie, to w mniejszym lub większym stopniu patrzenie w kierunku ewolucji naszego gatunku i w kierunku uświadomienia sobie tego, że walka z bossem w katakumbach (lub oglądanie tego) o 22-ej, to nie do końca środowisko, które uczyniło nas ludźmi, w związku z tym, *prawdopodobnie* nie jest to dla naszego ciała obojętne
Zatem pozwól, że zapytam Ciebie o coś: czy natura przewidziała, że o 2 w nocy będziesz strzelał do kosmitów? Raczej nie.
A jeśli tego nie przewidziała, to znaczy, że tego typu sztuczny element środowiskowy nie ma prawa współgrać z Twoim organizmem.
Ale zacznijmy od początku.

Wiem, że to niewygodne, ale bezsensem jest zmieniać dietę, pozostając w szkodliwym środowisku.
Kiedy stawiamy sobie dietę za cel, na dłuższą metę może się to skończyć nieciekawie. Zresztą wystarczy porozmawiać z psychodietetykami. Jeśli zmieniasz dietę, doskonale – niech za tym idą również kolejne zmiany tak, by zoptymalizować całą rutynę dnia.
Na razie może wydawać się to oczywistą-oczywistością i intuicyjnym truizmem – jeśli jednak zaczniemy kopać głębiej, zobaczysz, że dieta, owszem, jest bardzo ważna, ale środowisko jest niemniej istotne. Środowisko, w którym przebywasz, wpływa na to, jaka może być np. twoja glikemia poposiłkowa, a jest to jeden z łagodniejszych przykładów.
Każdy organizm na początku swojego istnienia stoi przed dokładnie tym samym problemem:
środowisko