Zdrowa dieta… czyli jaka? Co to znaczy zdrowa dieta?

Zapytaj każdego - ile miesięcy ma rok? - a uzyskasz tą samą odpowiedź. Ale zapytaj każdego co to znaczy "być na zdrowej diecie" licząc na obiektywną, uniwersalną odpowiedź, a uzyskasz coś na kształt tyrady o polityce i religii przy rodzinnym stole. I to mimo, że zdrowa dieta nie jest z natury opinią, a mierzalnym faktem. W tym artykule spróbujemy zdiagnozować co to właściwie znaczy i jak poznać, że jesteś na zdrowej diecie.

Spis treści

Zacznę zupełnie jak polityk. Przez 8 ostatnich lat... Szanowni! Co to znaczy zdrowe i silne państwo? No to znaczy takie, które ma silną gospodarkę, zdrowy system sądownictwa, dobrze rozbudowaną infrastrukturę zachęcającą do inwestycji, również mocne i profesjonalne wojsko, ochronę zdrowia, rozwija kulturę, naukę bla bla bla. Nic odkrywczego i nic kontrowersyjnego, prawda? To są pewne metryki, które mówią wszystko i nic.

Wszystko - bo zamiast mamlania o bliżej nieokreślonym abstrakcie, mamy wypunktowane konkretne obszary.

Nic - bo z ich wypunktowania, cytując klasyka, samo się nic nie zrobi.

Nie wiem, czy jesteś tutaj, bo dopiero zaczynasz (albo zastanawiasz się czy w ogóle się w to pakować...) przygodę ze zdrowym stylem życia, dietą, sportem i biciem sterydów, ale tak żeby koledzy się nie kapnęli, więc na razie tylko sarmy - czy już należysz do jakiegoś wesołego obozu dietetycznego, dlatego musimy złapać wspólny grunt. A brzmi on tak:

Zdrowej diety nie definiuje jej nazwa

Nie ma znaczenia, czy Twoja dieta nazywa się keto, high-carb, low-carb, wege, vegan, flexi - dlatego, że każda z tych nazw mówi wszystko o strukturze diety, ale mówi okrągłe zero o użytym we wcześniejszym porównaniu: systemie sądownictwa, silnej gospodarce, ochronie zdrowia i tak dalej. Inaczej mówiąc, nazwa diety nie dotyka w ogóle metryki zdrowia. A co robimy w social mediach? Napier... pardon, kłócimy się o to, czy powinniśmy być wege, czy może keto, a jednocześnie poświęcamy jakieś 0.00000001% energii na to, by przeanalizować jakie metryki powinna spełniać dieta X, czy Y. Bo to te metryki są bossem, są przyczyną, są wyznacznikiem - a do nich dobiera się dietę.

Jeżeli tego nie wiemy lub nie rozumiemy, powstaje całkiem duże zagrożenie, że tak jak eggsperci na youtube mylą LDL z cholesterolem w LDL, odwagę z odważnikiem, cholesterol w mózgu z cholesterolem we krwi - tak my możemy pomylić cel z narzędziem.

Rozumiem, że oczekujecie w tym miejscu, bym powiedział: zdrowa dieta jest wtedy, gdy masz dużo białka i mikroelementów, ale po kolei. Najpierw metryki, potem taktyki. Najpierw zasady, potem metody.

Po pierwsze, struktura lub jej brak.

Jeżeli dzisiaj jesteś jak taki liść, który sobie spływa rzeką - czyli bezwiednie konsumujesz losowe lub nawykowe produkty pod wpływem impulsów, z których nawet nie do końca sobie zdajesz sprawę, to jest to właśnie brak jakiejkolwiek struktury.

Niby chcesz schudnąć i niby jesz tak niewiele i nawet ruszasz się sporo. Tylko potem, gdy przychodzi do konkretów, okazuje się, że to "jem niewiele" to niewielkie śniadanie i obiad, ale pokaźna kolacja, podjadania między posiłkami i jedzenie na mieście raz w tygodniu - co w połączeniu z diagnozą, że "ruszasz się sporo" oznacza dwa treningi personalne w tygodniu i jedną przebieżkę do lasu, daje taki wynik, że wcale nie jesz mało i wcale nie ruszasz się dużo, a w ciągu tygodnia przywalasz jakieś 400 kcal nadwyżki każdego jednego dnia, gdy próbujemy to jakkolwiek policzyć. W chaosie tym dochodzą jeszcze przekonania, które skutecznie utrudniają spojrzenie prawdzie w oczy, przez co jeszcze dochodzi wyzwanie, by pozbyć się przekonań tak, by twoje ego nie uznało tego za wrogie działanie. No więc mówisz, że chcesz schudnąć, a żeby schudnąć, potrzebujesz palić jakieś 400-600 kcal dziennie przez kolejnych kilkanaście tygodni. A w tym samym czasie, w praktyce przywalasz nadmiar kcal każdego dnia, o czym nawet nie wiesz, bo... brakuje struktury. Brakuje świadomości.

Struktura nie oznacza zakazu jedzenia frytek albo nakazu jedzenia mięsa - to jest wtórne, to jest treść, która wypełnia tą strukturę. Ale jeśli nie masz JAKIEJKOLWIEK struktury - to mówimy o chaosie nie tylko w diecie, ale również wokół diety. O chaosie do potęgi, gdy nie wiesz, że w przyszłym tygodniu będziesz robić księgowość w firmie, która jest dla ciebie stresem, który z kolei wyzwala kompensację w postaci fast-foodów i alkoholu. A jeśli tego nie wiesz, to nie wiesz również kiedy i jak dzieje się tak, że kończysz z kacem i smrodem odgrzewanej pizzy z piekarnika.

Strukturalność diety jest trochę odzwierciedleniem tzw. świadomości żywieniowej. Oczywiście struktura sama w sobie nic nie gwarantuje, bo możesz sobie zafundować taką strukturę, która skończy się kompulsywnym objadaniem na przemian z fanatyzmem żywieniowym. Samo posiadanie struktury nie oznacza, że ta struktura jest zdrowa. Dlatego...

Po drugie, realizm.

Ja też bym chciał codziennie ranną rosą zbierać jagody na podbieszczadzkiej polanie do śpiewu żurawi (nie wiem czy są w Bieszczadach, proszę fact-checknąć), z których przyrządzę dressing do bezglutenowych pankejków białkowych na bio-bryndzy w towarzystwie krówek, które kiedyś dokonają trans-substancjacji w steka blue.

Tylko co z tego?

Potem dzwoni budzik, budzę się w Szczecinie (nie, żeby to było jakimś osiągnięciem), mam 5 skrzynek mailowych do sprawdzenia, na bank będą tam 2-3 pożary, który trzeba się zająć na cito. Potem czeka mnie jeszcze salwa telefonów, bo pani z Sanepidu musi zrobić okresową kontrolę magazynu, a na drugiej linii księgowa pyta o aktualny harmonogram leasingu, w międzyczasie mam zabrać psa do weta, zrobić swój trening, sprawdzić raporty od podopiecznych, postać w korkach, przyjąć 3 dostawy MCT do magazynu, zrobić dwa zwroty i zabezpieczyć odprawę celną dla klientów z UK i zdążyć na wieczorną sesję live Q&A dla uczestników projektu Redukcja i być na bieżąco z publikacjami naukowymi. Nie zrozumcie mnie źle - nie skarżę się, ba - kocham swoją robotę.

Ale wizja jagód z pankejkami na bio-bryndzy brzmi jak mało śmieszny żart od odklejonego youtubera, który tłumaczy ludziom, że rozwiązaniem lub pomocą na ich choroby i problemy jest powrót w 2024 roku do paleolitu lub traktowanie tamtego okresu jako jakiejkolwiek pozytywnej referencji.

Rób reality check. Bo jeśli tego nie zrobisz Ty, życie zrobi to za Ciebie. Jeśli na razie masz dostęp do jakiegoś sieciowego sklepu z przemysłowym mięsem, nabiałem, pieczywem, tłuszczami - to zadaj sobie następujące pytanie:

Czy naprawdę będę jeść 100% bio-eko, jeśli w przeszłości jadłem fast-foody w chwilach stresu? Bo stres magicznie nie zniknie z Twojego życia. O bio-eko fajnie jest dyskutować siedząc wygodnie przed biurkiem lub dopieszczając rolkę lub inną focię na relację na insta - ale gdy pędzisz do Ropuchy po małpkę i paczkę chipsów pod wpływem stresu, nudy, pragnienia - myślisz o tym, czy jedzenie jest bio, a w paleolicie ludzie polowali na mamuty na 12-h poście?

To wspaniałe, że chcemy wspierać drobnych rolników, wybierać świadomie ekologiczną żywność  i w ogóle - tylko, że jeśli ten piękny scenariusz kończy się tam, gdzie się zaczął - czyli w naszej głowie lub na kartce papieru - to taka "teoretyczna" dieta jest zamykaniem się w dychotomicznym świecie: kiedy jestem na diecie, musi być 100% idealnie bio --> kiedy więc nie jest 100% idealnie, pieprzę to i zamawiam kebaba.

Nie oczekuj od swojej diety 100%, jeśli dzisiaj nie robisz jej nawet na 50%. Zamiast tego, popracuj nad tymi 50% i spróbuj znaleźć linię najmniejszego oporu, by z 50% zrobić 60%... albo 80%. I tyle naprawdę Ci wystarczy, jeśli nie planujesz być zawodowym sportowcem i - do pewnego stopnia - nie zarabiać na swojej sylwetce. Serio, 80% większość z nas jest w stanie osiągnąć i wyglądać i czuć się naprawdę mega dobrze. Ale również większość z nas gdy zaczyna podbiegać z 80% na 100% - wykoleja się na zbyt wysokich kosztach. Dla większości z nas, przejście na 100% założeń się po prostu nie opłaca. Dla większości z nas, przejście na permanentne 80% to i tak ogromny wysiłek i długa droga do przejścia.

Dieta keto online? Odpowiedź jest prosta: Chodznaketo.pl

Po trzecie, rozsądek.

To już ostatni punkt. Struktura - lub też jakakolwiek świadomość żywieniowa i realizm to dwie solidne nogi, którymi można przemierzać i świat i naszą branżę. Mając je, rozumiesz jaki wpływ ma dieta na twoje życie i funkcjonowanie, ale również jak sytuacje życiowe wpływają na twoją dietę, więc jesteś pragmatykiem i realistą, a nie odklejonym od rzeczywistości piewcą neopaleolityzmu.

Czy to wszystko, żeby wymiatać? Ano, brakuje jeszcze jednego, sekretnego składnika - czegoś, co można określić systemem operacyjnym. Na swojej drodze możesz spotkać ludzi, których system operacyjny to intuicja. Jeszcze innych - emocje. Ja bym jednak polecał system operacyjny zwany wiedzą lub rozsądkiem.

Bazowanie na intuicji tam, gdzie tworzące ją nawyki i odruchy prowadzą m.in. do nadwagi, czy zaburzeń odżywiania to kiepski pomysł. To mniej więcej tak, jakbyś pozostał samolot na autopilocie, który jest zainfekowany wirusem. Trzeba zapytać samego siebie, czy gdyby moja intuicja była taka super, był(a)bym dzisiaj w tym miejscu ze swoim zdrowiem, ciałem, nawykami?

Bazowanie na emocjach to chyba jeszcze gorszy pomysł, bo najczęściej oznacza bycie piłeczką, którą ktoś odbija od dwóch ścian: strachu i przyjemności.

 Wiedza i rozsądek - używam tych dwóch określeń celowo w połączeniu - są systemem, który Twoją strukturę i realizm wypełnia treścią pochodzącą z badań i autorytetów naukowych, z obiektywnych i powtarzalnych informacji, ze zdrowego dystansu i sceptycyzmu.

Wiedza

Skąd, jeśli nie z wiedzy właśnie, dowiesz się, że potrzebujesz aż i tylko 1.8 g białka na kg masy ciała, ale przy wysokiej nadwadze, trzeba skorygować to o parametr należnej masy ciała? Skąd, jeśli nie z wiedzy właśnie, będziesz wiedział, że dwa główne skutki uboczne statyn to wzrost glikemii i bóle mięśniowe i że można zmienić rosuwastatynę na kwas bempedowy, co w 90% przypadków rozwiązuje ten problem? Bez wiedzy, trafisz na pierdy, dosłownie na pierdy niepoważnych ludzi dyndających na społeczną odpowiedzialność o tym, że od statyn dostaniesz dziur w głowie i zaniku mięśni, a białko rozwali nerki albo że potrzebujesz go znacznie więcej. A to są tylko dwa przykłady.

Rozsądek

Wiedza wzbogacona rozsądkiem oznacza, że jeśli nie uda ci się zjeść 1.8 g białka, a 1.4 g białka danego dnia, to wiesz, że świat się nie skończy i wcale nie stracisz mięśni, ani też nie dostaniesz marskości wątroby od zjedzenia nie 1.8 a 2.5 g białka na kg masy ciała.

Rozsądek wycentruje Cię też w tym, że branie statyn nie zwalnia z uprawiania sportu, ogarnięcia swoich nawyków, czy wykonywania mądrej diagnostyki, np. lipidogramu. Ale rozsądek też powie Ci, że czas opuścić imprezę, gdy jeden z drugim zaczną sprowadzać inhibitor PCSK9 do tego, że lekarze biorą w łapę od big pharmy, a Ancel Keys kłamał.

Wiedza i rozsądek to coś, co sprawia, że jesteś kompetentny i kompetentna w swoim własnym odżywianiu. Że strukturę i realizm wypełniasz treścią, która naprawdę działa i jest oparta o najlepszą metodę poznania prawdy, jaką posiadamy - czyli naukę.

I dopiero wtedy przychodzi czas  na...

Konkrety - te najważniejsze
    • Kalorie

      - nie chodzi o to, byś w nerwicy liczył/a każdą jedną kcal z każdego jednego produktu i okruszka, a następnie w równej nerwicy dostawał/a szału, bo 3 różne kalkulatory kalorii pokazują 3 różne wyniki, a w sumie żaden z nich w Twojej praktyce nie odpowiada rzeczywistości.

      Swoją drogą, jeśli przeciwnicy kalorii są przeciwnikami, bo myślą, że tak to wygląda, to nie mają pojęcia o czym mówią. To jest mniej więcej tak, jakby przeciwnik samochodów myślał, że samochodem to się jeździ po pijaku z zamkniętymi oczami z gazem do dechy i dlatego należy zakazać samochodów.

      Trzymając się tej motoryzacyjnej analogii, pomyśl o kaloriach trochę jak o prędkości na autostradzie - są pewne widełki prędkości, której należy się trzymać, żeby kilometry uciekały, żeby manewrować, ale żeby też nie przepuścić majątku na benzynie. I za wolno i za szybko to średni pomysł. Dokładnie tak samo jest tutaj - odrób pracę domową i urealnij dwie rzeczy: (1) ile naprawdę spalasz (a nie ile ci się wydaje); (2) ile naprawdę zjadasz (a nie ile ci się wydaje).

      Jak to urealnić?
      → Oblicz swój PPM z kalkulatora - podkreślam, PPM, nie CPM. Ten wynik pomnóż przez 1.4 jeśli codziennie, a nie okazjonalnie, masz między 7 a 10 tys. kroków. Uzyskasz wartość zbliżoną do swojego prawdziwego spalania.

      Tą wartość trzeba następnie zweryfikować empirycznie, czyli wskakujesz na tą podaż kcal i obserwujesz przez kolejne 2 tygodnie czy/co się zmienia w Twojej wadze, sylwetce i obwodach i w oparciu o to dostosowujesz podaż kcal z diety tak, by wycyrklować rzeczywiste (lub średnie tygodniowe) spalanie. Wycyrklować w stopniu, który jest wystarczająco dobry, a nie laboratoryjnie precyzyjny.

      Od tej zasady są pewne wyjątki, na przykład jeśli masz bardzo dużą nadwagę lub otyłość, nie obliczaj PPM na obecną masę ciała tylko zmodyfikuj to o tzw. NMC, czyli należną masę ciała (upraszczając: wzrost [cm] - 100 lub 110 = nmc [kg]).

      Chodzi o to, byś uzyskał/a realia i nie wpadał/a w pułapkę, o której w nauce wiemy co najmniej od lat 90'. Gdy ludzie mają powiedzieć na oko ile jedzą kcal - mają tendencję do zaniżania realnie przyjętych kcal nawet o 47% i do zawyżania tego, co myślą, że spalają na treningach nawet o 51% i 72%!! (1, 2, 3). Potem biorą to różnej maści szarlatani i odklejeńcy i robią z tego biznes, wciskając ludziom kit, że jedz mniej ruszaj się więcej nie działa, skoro tyle ludzi już to próbowało i wszystkiemu winne są węglowodany i insulina. No właśnie problem w tym, że albo nie próbowało, tylko tak im się na oko wydawało; albo próbowało, ale poszło w zupełnie niepotrzebne, absurdalne ekstrema, które nie miały prawa skończyć się dobrze (podobnie jak jazda autostradą 20 km/h albo 240 km/h).

      To, że pójdziesz dwa razy w tygodniu na trening i dwa razy pokręcisz orbitrek - to jest super sprawa dla Twojego zdrowia, serio. Ale jeśli jednocześnie nie wykręcasz jakichś 20-30 tys. kroków dziennie codziennie - sorry, nie oczekuj od swojego ciała, że będziesz mógł i mogła przywalać po 3000, 3500 kcal albo jeść sobie na oko i na intuicję i mieć niski poziom tkanki tłuszczowej. To jak bardzo się spocisz lub zmęczysz na treningu, a to ile spalasz na nim kcal to są niestety KOMPLETNIE RÓŻNE RZECZY.

      Czy to oznacza, że musisz teraz zostać przewodnikiem po górach, żeby wykręcać 30 tys. kroków albo pieprznąć to wszystko i zrezygnować? Absolutnie nie. Ale to oznacza, że gdy już urealnisz swoją kaloryczną sytuację w skali tygodni i miesięcy, nie tylko będziesz wiedział(a) dlaczego dziś masz nadwagę, ale również co trzeba zrobić i jak długi powinien być to proces i co powinno się w nim trwale zmienić - jeśli naprawdę chcesz być w innym miejscu ze swoją sylwetką.

      Wtedy sam(a) zobaczysz, że oesuuuu, pani dietetyk tak mówiła - orzechy włoskie są zdrowe i mają tyle omega-3, jedzmy garść codziennie!!!, ale w Twoim przypadku ta jedna garść orzechów, którą przywalisz 350 kcal - może decydować o tym, czy w ogóle wchodzisz w deficyt kcal, czy nie. I że sorry, ale jeśli chcesz dyndać na te 350 kcal to trzeba będzie naprawdę ostro podnieść spalanie w ciągu dnia i tygodnia, żeby te 350 kcal nie wywalało Cię z realnego, skutecznego deficytu kcal. Że może być tak, że do jedzenia tych 350 kcal dla osoby z siedzącym trybem życia - oznacza to ekwiwalent mniej więcej dodatkowych 60-80 minut cardio codziennie. A co jeśli taki ktoś nie może tyle wykręcić? Albo już kręci 90 minut? By the way, na tym właśnie polega sens w indywidualnym i spersonalizowanym odżywianiu, które wygrywa z randomowymi poradami dietetycznymi w mass mediach.

      No fajnie, że orzechy mają dużo omega-3.. tylko so fuckin' what, jeśli siedzisz na tykającej bombie w postaci otyłości i cukrzycy?

    • Białko

      - sprawa jest dość prosta i nie wymaga rozwlekania się, absolutne minimum to 1 g białka na 1 kilogram masy ciała, ale optimum do którego zapraszam 90% osób to 1.8 g białka na 1 kg masy ciała. Jeśli ważysz 70 kg, zrób 70 x 1.8 = masz ok. 130 g białka do zjedzenia w ciągu dnia, rozłóż to sobie równomiernie na 3 lub 4 posiłki i cała filozofia.

      Znowu - jeśli masz dużą nadwagę, nie obliczaj tego na aktualną masę ciała, bo wyjdą absurdalnie wysokie wartości - oblicz wtedy na należną. Większość kobiet będzie mieć około 80 - 100 g białka dziennie, większość mężczyzn około 120-150 g białka dziennie. I nie, nie chodzi tu tylko o mięśnie - chodzi również o kontrolę apetytu i o to, że źródła białka to bardzo często również źródła innych ważnych składników pokarmowych.

      To keep it simple, powyższe wartości odnoszę do białka pełnowartościowego. W przypadku diet wegańskich wymaga to ciut więcej obliczeń i kombinacji, ale jak najbardziej jest do zrobienia. 

    • Przetworzenie i gęstość odżywcza

      - również prosta sprawa, chcesz, żeby większość Twojej diety była samodzielnie upichcona z surowych produktów. Czemu tak? Ano temu, że:
      - po pierwsze - łatwiej wszystko policzyć i kontrolować, nie natniesz się na to, że podduszone warzywa z mięsem jako gotowiec mają cukier, mąkę i tłuszcz palmowy, które jak najbardziej podnoszą smakowitość posiłku, więc bez problemu zjesz go więcej, a jednocześnie mają jakieś 100-200-300% więcej kcal niż te same warzywa i mięso, które samemu być sobie przyrządził(a).

      - po drugie - dlatego, że dieta to nie tylko białko i kalorie, ale również miliardy innych  składników i mikroskładników. Na szczęście nie musisz kończyć doktoratu z chemii organicznej - wystarczy, że większość swoich posiłków będziesz przyrządzał z nieprzetworzonych rzeczy (mięso, warzywa, owoce, ryby, ziemniaki, kasze, zboża, grzyby, nasiona, orzechy, pestki, jajka, nabiał), a nie przekąsek i deserków.

      - po trzecie - dlatego, że samodzielne gotowanie urealnia Twoją dietę. Zamiast wkręcać sobie, że gotowanie musi być tak skomplikowane jak na kulinarnych rolkach na instagramie i dlatego nie umiesz i nie nadajesz się do gotowania, więc musiałbyś bazować na cateringu, ale catering ci się znudzi albo nie będzie smakować, więc pierdzielisz to wszystko... urealniasz swoje przepisy i sposób ich przyrządzania.

      Wiesz, że w 10 minut możesz zrobić ogarnięte posiłki na kolejne 2 dni, prawda?

    • Obróbka termiczna

      - również prosta sprawa, która w 99% przypadków odnosi się do jednej zasady: jedzenie to nie zioło, nie jaraj tego. Zamiast tego, bądź zwyrolem - duś je!

    • Adekwatność węglowodanowa lub wspomaganie treningowe

      - nazywajmy to jak chcemy, grunt, aby Twoja dieta nie tylko nie przeszkadzała Ci w treningach, ale nawet je wspomagała. Oznacza to, że w miarę upływu czasu, redukcji tkanki tłuszczowej, dokładania treningów siłowych, zwiększania ogólnego poziomu aktywności fizycznej - wyrównaj to adekwatnym zwiększaniem węglowodanów w diecie. Jeśli dzisiaj masz 150 kg nadwagi i siedzisz przed komputerem, być może carnivore zadziała do zgubienia pierwszych 20, czy 30 kg, ale nie wpadaj ani w pułapkę, że to najlepsza dieta, ani że nawet dla Ciebie będzie dietą na całe życie. Żeby to wszystko miało ręce i nogi, prędzej czy później trzeba będzie przebudować nawyki w kierunku wysokiej i stałej aktywności fizycznej jeśli nie chcesz z powrotem przytyć. A to oznacza, że zbyt niska podaż węgli przy wysokiej aktywności to recepta na kryzys - więcej o tym pisałem tutaj:

    • 〉 Glukoneogeneza? To nie białko podnosi Twój cukier na keto

      Mówiąc krócej: niskie węgle są dla osób z niską aktywnością. Wysokie węgle są dla osób z wysoką aktywnością. Nie ma osób, które powinny mieć niską aktywność fizyczną. I węgle i aktywność rozkręcamy mądrze i stopniowo, a nie garnek na głowę, otwuszoczy i włonczmyslenie, obuć się masmixa.

Podsumowując

Zdrową dietą może być każda dieta - to, jak się nazywa, naprawdę nie ma tu znaczenia. To jest wtórne w stosunku do tego:

I. Struktura... lub chaos i kompletna nieświadomka

II. Realizm... lub fantazja i zakłamywanie rzeczywistości

III. Wiedza i rozsądek... lub kierowanie się intuicją, emocjami i naługą

      • Urealnione kalorie i spalanie
      • Białko
      • Przetworzenie i gęstość odżywcza
      • Adekwatność węglowodanowa / wspomaganie treningowe

Trochę jest tak, że bycie na zdrowej diecie to nie jest nic skomplikowanego i wydziwnego, ale jednocześnie, jest całkiem złożoną i długą drogą do przebycia, jeżeli dzisiaj, po przeczytaniu tego artykułu (szacun, serio), dochodzisz do wniosku, że czeka cię dużo roboty albo jeżeli zdążyłeś i zdążyłaś zaśmiecić swoją głowę bzdurami i teraz przydałoby się zrobić spore wietrzenie, by zrobić miejsce na to, czego brakowało - na najważniejsze podstawy.

W tym miejscu rzeczywistość puszcza do Ciebie zalotne spojrzenie, że to, co czytasz powyżej, to nie jest wątek dotyczący tylko diety. Ten sposób myślenia i działania jest dokładnie taki sam w przypadku treningów, suplementacji, Ssuplementacji, diagnostyki, regeneracji, a może kto wie... może i innych obszarów życia.

A teraz czas na Twój ruch

Jeżeli potrzebujesz pomocy w ogarnięciu tego, to mam dla Ciebie kilka dróg. Na pewno wybierzesz coś dla siebie:

» Pracuj samodzielnie pod moim wsparciem - projekt Redukcja, który trwa 4 miesiące i po którym wyjdziesz z umiejętnościami, podstawami, wiedzą, efektami - to jest absolutna baza do dalszego działania. Kliknij TUTAJ.

» Możesz też odwiedzić naszą poradnię - mamy tam wykwalifikowany team dietetyków, współpracujemy też z super lekarzami. Robimy bardzo dogłębną analizę Twojego zdrowia, nawyków, sytuacji. Następnie tworzymy spersonalizowany program żywieniowy, który podpinamy pod nowoczesną, dedykowaną aplikację dietetyczną, do której przydzielamy Ci dostęp. I na to wszystko, dodatkowo dajemy Ci stały kontakt z naszym dietetykiem. Kliknij TUTAJ.

» Jeżeli masz opanowane podstawy, możesz też pracować ze mną indywidualnie. Zaczynamy od osobistego spotkania 1:1 video online, a potem pracujemy głównie na raportach i mailach. Ta forma współpracy jest świetna dla osób, które mają już podstawy żywieniowe i treningowe, są zdyscyplinowane i chcą wejść na wyższy lvl. Kliknij TUTAJ.

» Jeśli się na razie czaisz i czekasz na bliżej nieokreślony moment, w którym wszystko ruszy (spoiler alert: taki moment nie istnieje, taki moment trzeba wytworzyć) - możesz też po prostu zerknąć na inne artykuły na blogu, nagrywam też filmy na youtube i prowadzę sociale. Generalnie jest tego sporo.

Ulepsz Siebie

Masterclass

Profesjonalna platforma VOD, na której weźmiesz udział w eksperckich szkoleniach m.in. z lipidogramu, insulinooporności, keto.

Indywidualna dieta

Wykwalifikowana kadra dietetyków klinicznych, która zapewni Ci profesjonalną pomoc dietetyczną - i to online.

Produkty

Książki, Olej MCT, 100% C8, EVOO D.O.P., Elektrolity, Kawa Lab-Tested - autorskie produkty i receptury sygnowane moim nazwiskiem.

dawid@dobropolski.com

Więcej artykułów

Pierwsze efekty diety – kiedy?

Wchodzisz na dietę i zastanawiasz się – kiedy będą pierwsze efekty? W tym artykule dowiesz się kiedy oraz jakie efekty są realnie w zasięgu

5 (albo 15?) Produktów W Diecie, Na Których Bazuję

Podstaw nigdy dość, więc dzisiaj trochę o tym, w jaki sposób buduję swoją dietę jako jeden z głównych, ale nie jedyny, element długoterminowej inwestycji zwanej zdrowiem i sprawnością. Wrzućmy z 5 produktów, żeby było bardziej sexy. Piątka Dobropolskiego!